Pajęczyna w lesie – tło pod sekcję blogową na stronie Anny Karnickiej

Orzechówka

O orzechówce od Szamanki wiedziało całe Zarzewie. Stała w każdym barku i spiżarce jako sekretny lek na ból żolądka. Mitra otarł się o nią nie raz, po wielu obiadach i deserach u cioć. Nawet Tężec miał w swoich zbiorach po babci kilka butelek, plotki głosiły, że nawet Persefona, magiczna opiekunka miasta używała działkowej orzechówki jako bazy dla swoich eliksirów. 

Szamanka mieszkała w starym, cyrkowym wozie pomalowanym spłowiałą, niebieską farbą. Chodziły plotki, że okupowala swój kwadrat ziemi, razem z wozem, jeszcze zanim rozdzielił się na Promyczek i Nostalgię i żadna siła – magiczna lub nie – nie była jej w stanie stamtąd ruszyć. Biorąc pod uwagę poziom specjalizacji w produkcji orzechówki, żadna siła nawet nie podejmowała próby.

Na terenie należącym do Szamanki rosły wyłącznie orzechy włoskie. Co roku, jakoś na początku czerwca Szamanka odkopywała klapę do podziemnej piwniczki i rozdawała sąsiadkom świeżą i gotową do użytkowania partię orzechówki. Dzień ten na działkach szumnie zwany był Orzechówkową Premierą. Każdą butelkę Szamanka wymieniała na trzy litry spirytusu, po czym zabierała się za produkcję kolejnej partii i nie rozmawiała z nikim przez resztę roku.

Zwykle osobą odpowiedzialną za kontakty Szamanki ze światem poza Nostalgią była Marzenka. Jej zaangażowanie w prowadzenie baru na starówce sprawiło jednak, że kwestia Orzechówkowej Premiery jakoś przycichła, mimo, że czas był przecież najwyższy. Po Zarzewskim rynku zaczęła krążyć nalewka z dzikiej róży i z jakiegoś powodu zdawała się dość dobrze zaspokajać popyt.

Kilka dni po swoim ostatnim egzaminie maturalnym Magma napisała na komunikatorze, że koniecznie musi się zobaczyć ze wszystkimi członkami swojego kręgu, najlepiej jeszcze tego popołudnia, najlepiej na działkach albo w sklepie ogrodniczym. Nieco zaniepokojeni, stawili się u Tężca o umówionej godzinie.

– Przychodzę w interesach – wyjaśniła. – Jako emisariusz Nostalgii. Z prośbą o pomoc.

Mitra uniósł brew.

  • Proszą o pomoc tak po prostu? Bez knucia i szczucia cioć psami?
  • – Uczą się – Tężec uśmiechnął się z pewną satysfakcją.

Misia po prostu pokiwała głowa, czekając aż Magma rozwinie wypowiedź. Żeby zdążyć na spotkanie zerwała się z ostatniego wykładu i – z tego, co zdażyła wydyszeć zanim Magma dotarła na miejsce – czekały ją jeszcze dwie godziny korepetycji. Zbliżał się koniec roku szkolnego, wszyscy chcieli poprawić oceny.

– Babcia mnie przysłała – podjęła Magma, rozsiadając się na podsuniętym przez Tężca krześle. Wciąż chyba jeszcze nie zdążyła odespać powtórek do matury – Okazało się, że Szamanka zaginęła.

– Ta od orzechówki? – upewnił się Tężec. – Właśnie miałem coś w notatkach od babci, że mam się zgłosić w czerwcu po swój przydział. Klienci już pytają. To znaczy pytali tydzień temu, teraz podobno znaleźli… 

– Nalewkę na dzikiej róży – podsunęła Magma. – Wiem. Babcia też nie jest zachwycona. Zwłaszcza, że nie wiadomo, skąd to się bierze i kto to sprzedaje.

– W jakim sensie ta pani zaginęła? – Mitra postanowił zignorować kwestie rynkowe i wrócić do oryginalnego wątku. – Na działkach? Poza?

Magma wciągnęła powietrze. 

– Na swojej altance. Na to wygląda. Podobno słyszeli jak woła, ale nie da się do niej dostać.

– Jak to się nie da? – spytała Misia, na moment odrywając się od dość mechanicznego głaskania Promyka, który swoim zwyczajem rozsiadł się na jej kolanach mrucząc jak mały traktor. – I jak to na swojej altance?

– Właśnie rzecz w tym – Magma przełknęła ślinę. – Że musielibyście sami zobaczyć.

Komisyjnie poszli więc do Nostalgii, by obejrzeć miejsce domniemanego zaginięcia. Rzeczywiście było co oglądać. Cała działka stanowiła ogromny, splątany gąszcz. Cyrkowy wóz z trudem dało się dostrzec pomiędzy starymi, rozłożystymi drzewami. Ziemię przykryła gruba warstwa suchych liści i jeszcze grubsza warstwa wyjątkowo dorodnych orzechów włoskich. Niektóre wciąż jeszcze były w zielonych okrywkach, niektóre ubrudzone ciemną, pozostałą z gnijących okrywek mazią, niektóre całkiem wyschły na słońcu. Tężec z niedowierzaniem potrząsnął głową.

– No ale o takie drzewa to trzeba dbać – mruknął. – Myślicie, że ona tu kiedykolwiek sprzątała?

– Nie sądzę – odmruknęła Magma.

Mitra pochwycił w dłoń promień słońca, uformował z niego niewielką kulę i cisnął ją przed siebie, by wywalczyć sobie  przez gąszcz drogę ku wozowi.

– Łobuz! – zawołał ktoś, kogo Mitra nie potrafił dostrzec przez gałęzie. Dobre drzewa i dobre orzechy niszczyć! Poszedł mi stąd!

Gdzieś w oddali skrzypnęły otwierane drzwi. Z niewyjaśnionego powodu orzechów zrobiło się dwa razy więcej. Jeden wytoczył się z altanki, tuż pod nogi Misi. Promyk natychmiast zeskoczył jej z ramienia, by rzucić się w pogoń za znaleziskiem.

– Dzień dobry! – zawołała Magma, korzystając z tego, że drzwi są otwarte i ktoś dał znak życia. – Jestem wnuczką pani Małgorzaty. To pani, pani Szamanko? Wszyscy się tutaj o panią bardzo martwimy, proszę dać znać, czy nie dzieje się nic złego!

– Tych orzechów się tutaj narobiło! – odkrzyknęła Szamanka. – Co chcę je odgarnąć, żeby wyjść, to się nowe skądś biorą, ja już nie wiem jak i skąd.

Tężec podrapał się po głowie.

– A nie zmieniała pani ostatnio nawozu? Albo nie wiem, nie pryskała czymś pani drzew?

– Nie wasza sprawa! To moja orzechy i mogę sobie z nimi robić co uważam! Jest dobrze tak jak jest!

– I nie jest pani głodna? – zainteresowała się mimo wszystko Misia.

– Mam orzechy – odkrzyknęła Szamanka. – I orzechówkę!

– No to głodem jej nie weźmiemy – wyrwało się Tężcowi.

– I nie przeszkadza pani – ciągnęła Misia. – Że konkurencja rośnie w siłę i w tym roku wszyscy zamiast orzechówki mają w spiżarni dziką różę?

Przez dłuższą chwilę w altance panowała cisza, zmącona tylko wiatrem w gałęziach dorodnego orzecha.

– A mają? – spytała ostatecznie Szamanka, z odcieniem rezygnacji.

– Jeszcze trochę i nikt nie będzie pamiętał o orzechówce – odparła z całkowitą powagą Misia.  – Wie pani, jak to jest. Wystarczy, że człowiek na chwilę zaśpi i wypadnie z interesu i już ktoś czatuje na jego imperium. – Zerknęła na zegarek. – Co mi przypomina, że jak zaraz nie polecę na te korki, to ta laska z drugiego roku pewnie zgarnie część moich uczniów, żmija jedna – rzuciła nieco ciszej, na użytek Magmy i Mitry.

Magma lekko uścisnęła jej dłoń.

– Leć – mruknęła. – Poradzimy sobie. Serio.

– Sprawdzę, czy w notatkach babci nie ma nic o takich podwajających eliksirach albo nawozach – zaproponował Tężec.

– Jak Magma mi pomoże i będzie moim rzecznikiem, to możemy połazić po tych wszystkich artystach z Nostalgii i popytać, czy czegoś tej upartej babie nie sprzedali – podrzucił Mitra. – Chociaż jak dla mnie to brzmi bardziej jak jakaś klątwa. 

–  To pewnie warto podpytać też, z kim Szamanka jest pokłócona. 

– Istnieje szansa, że ze wszystkimi – westchnął Mitra. – Ale to też popytamy

Misia pokiwała głową.

– Same świetne pomysły – orzekła. – Zostawiam wam kota. Widzimy się za dwie godziny. Jakby działo się coś złego w międzyczasie dzwońcie po wsparcie.

***

Kiedy Misia wróciła do ogrodu, problem był rozwiązany, tylko częściowo. Mitra i Magma zdołali zebrać część orzechów do głębokich, płóciennych worów,  była to jednak zaledwie kropla w zalewającym altankę morzu.

– W notatkach babci nie było nic o klątwach ani podwajających eliksirach – streściła sytuację Magma. – I Antosikowa też nic nie wie. Więc zbieramy, może już za dwa tygodnie się do niej dokopiemy i ją uwolnimy. Akurat odbiorę wyniki matur

– Ja nie wiem, co wy się tak męczycie – narzekał Tężec, przyglądając się wysiłkom obu młodych magów z pewnym politowaniem. Kot buszował między orzechami, bawiąc się przy tym zupełnie nieźle. – Pani Szamanka sobie doskonale radzi. Ma orzechy i orzechówkę, nie jesteśmy w stanie zrobić nic, żeby uczynić to doświadczenie lepszym.

– A tego co ugryzło? – zaciekawiła się Misia, zerkając na zazwyczaj dość dobrodusznego ogrodnika z zainteresowaniem.

– Wścieka się, że pani Szamanka tak nie dba o swój ogród – wyjaśnił Mitra.

– No a was by to nie wkurzało? – parsknął Tężec. – Ja nie wiem, jak te drzewa w ogóle jeszcze mają miejsce żeby rosnąć. Wszystko splątane, liście nie grabione od lat. Myślałem… – urwał.

Pozostali magowie popatrzyli na niego z zaciekawieniem. Nawet Promyk zaprzestał na moment zabawy orzechami.

– No myślałem, że jak ktoś robi taką dobrą nalewkę, to przynajmniej o to wszystko dba i jakoś to wszystko wygląda i ma ręce i nogi. I babcia tak o niej pisała, jakby to było jakieś guru. W sumie aż sam chciałem to zobaczyć, jak się naczytałem o tej orzechówce, a tu takie, o!

– Przykro jest obserwować, jak upadają autorytety – Misia ze współczuciem poklepała go po ramieniu. Magma i Mitra w zadumie pokiwali głowami.

Misia przeniosła wzrok na kota, który wrócił do zabawy.

– A w sumie czemu my to zbieramy rękami? – spytała nagle.

– Jak próbowałem cisnąć magią, to się podwoiło – przypomniał jej Mitra. – Jakoś chyba nie potrzebujemy, żeby tego było jeszcze więcej. I tak mamy już dwa pełne wory.

– A jesteś pewien, że to była twoja magia? – dociekała Misia. –  Od razu otworzyła drzwi, jak tylko coś zrobiłeś bo chciała wybiec z awanturą. A co, jeśli to tylko ona sprawia, że się dwoją i troją?

– Coś jak klątwa króla Midasa? – podchwyciła Magma, wciąż jeszcze na bieżąco z motywami literackimi. – Wszystko, czego dotkniesz zamienia się w orzech?

– Myślicie? – Mitra zmarszczył brwi.

– Możemy to łatwo sprawdzić.

Na próbę sięgnęła do cienia pod konarami drzewa i splotła z nich siatkę o drobnych oczkach. Wszyscy z przejęciem obserwowali, jak zarzuca ją na orzechy i ciągnie w swoją stronę. Tężec patrzył na to trochę przez palce, nic się jednak nie stało. Wszyscy zgodnie odetchnęli z ulgą.

– Pani Szamanko! – zawołała Michalina. – Czy mogłaby pani spróbować otworzyć drzwi przyczepy?

– A co, myślicie, że ja nie mam co robić?! – odkrzyknęła kobieta.

– Chcemy pani pomóc – poinformowała Misia. – Właściwie próbujemy pani pomóc od dwóch godzin. Proszę pomóc nam pomóc sobie.

Tężec mimo wszystko nie zdołał zdusić parsnięcia śmiechem. Mitra i Magma bardzo starali się na siebie nie patrzeć.

– Pomóc w czym? – spytała nieufnie Szamanka.

– Pomóc w powrocie na rynek. W odzyskaniu zasłużonego miejsca pośród lokalnych producentów nalewek. Kolega tutaj – Misia lekko trąciła Tężca w bok. – Bardzo ceni pani pracę. Byłoby szkoda, gdyby taka legenda została wyparta przez jakiegoś anonimowego cwaniaka od dzikiej róży, tylko dlatego, że nie chce pani zaufać lokalnym magom.

– To prawda, jestem ogromnym fanem – zawołał Tężec, z łokciem Misi wciąż wbijającym się w jego żebra. – I byłoby ogromnie szkoda.

– A, to, to już i tak stracone – odparła z przekonaniem Szamanka. – To się zaczęło dużo wcześniej i nie da się naprawić.

– E tam – odparł Mitra. – Na pewno się da. Co też pani mówi?

– Wy myślicie, że ja to tylko siedzę tu i nie wychodzę jak jaka głupia. Że nie widzę, co się dzieje na mieście, że koleżanek nie odwiedzam. Owszem, teraz nie odwiedzę, bo nie mogę. ale tę dziką różę to ja już widziała miesiąc temu. Idę do jednej koleżanki i dzika róża, mówi, że na ryneczku kupiła, że taka ciekawostka, podobno pomaga na wszystkie bolączki. I druga też mówi, że wnuczce dawała do picia na stres przed maturą, i poszło jak złoto. To ja myślę, muszę się w tym roku bardziej postarać. Więcej orzecha, bo mnie tamci przegonią, diabły jedne, kimkolwiek są. Nie może być, żeby ich nalewka była lepsza od mojej. Ten rok to już poszedł, nie ma co nawet robić Orzechowej Premiery, bo kto to będzie chciał jak jest dzika róża, ale na przyszły rok to ja się muszę postarać, dlatego potrzebuję dużo dobrego orzecha. I myślę, pójdę do sąsiadki. Nie kupiła dzikiej róży, lojalna jest, można ufać. To jej mówię, ja potrzebuję urok, żeby mieć dobry orzech w tym roku. I dała i zrobiłam rytuał, tylko musiałam coś pokręcić i powiedzieć dużo zamiast dobre, bo mi teraz spadają na łeb jak tylko chcę wyjść z wozu. To nie zamierzam wychodzić. Co ja później zrobię z tymi orzechami?

– Ma sens – zgodziła się ze współczuciem Magma. – Też bym pewnie nie chciała wychodzić.

Misia i Mitra wymienili zrezygnowane spojrzenia.

– Umiesz rozbrajać takie klątwy? – spytała Misia, zerkając na młodszego maga.

– Jeśli tą sąsiadką jest Antosikowa, to chyba znam już jej rękę i chyba umiem. Ale musiałbym się najpierw do niej dostać, najlepiej przed zmrokiem, bo później raczej nic już nie odczynię, nie bez wsparcia. Więc wracamy do punktu wyjścia.

– Myślę, że możemy bezpiecznie założyć, że skoro do tej pory się nie rozmnożyły, to da się sprzątać magią – zawyrokowała Misia. – Pani Szamanko, proszę pod żadnym pozorem nie wychodzić.

– Zdecydowalibyście się wreszcie, smarkacze!– Szamanka z przyczyn niesprecyzowanych, możliwe że po prostu z wrodzonej przekory, postanowiła otworzyć drzwi na oścież, co zaowocowało – czy też raczej zaorzechowało – imponującym, ale na szczęście skoncentrowanym na małej powierzchni opadem ciężkich pocisków w zielonych osłonkach.

Magma jęknęła cicho.

– Do rana nad tym będziemy siedzieć – zawyrokowała. – Nawet z magią.

– Niekoniecznie – odparła Michalina. – Możemy przecież wezwać posiłki. Landrynowi i Amarenie też przyda się trochę pracy w ogródku, dla zdrowia. 

– Tylko błagam – mruknął Tężec. – Niech ktoś pilnuje tej baby.

Co do tego wszyscy byli zgodni.

Resztę popołudnia spędzili zbierając orzechy do ogromnych worów z juty pożyczonych przez babcię Magmy. Mitra wyplótł z resztek słonecznego blasku mocną sieć, i – wzorem Misi – zgarnął w nią tyle orzechów, ile był w stanie unieść. Zdążył przesypać je do wora na moment przed tym, jak jak siatka rozwiała się i rozsypała. Później próbował powtórzyć tę sztuczkę jeszcze kilka razy. Mimo, że był w stanie upleść siatkę  bez pomocy słońca, rwała się przy każdym mniej ostrożnym ruchu jak pajęczyna. Amarena i Misia całkiem umiejętnie splatały cienie i atrament. Landryn grał na gitarze, a orzechy same ustawiały się przed nim w rządku, żeby wskoczyć do wora. Rdza bardzo szybko uznał, że magia płomieni nie jest najbardziej optymalną opcją na gęsto porośniętym drzewami terenie i po prostu pomagał Magmie i Mitrze zbierać to, co przeoczyli pozostali magowie.

– O, orzech! – wołała co jakiś czas Magma, z entuzjazmem pochylając się, by podnieść coś z ziemi. – O, następny – powtarzała z nieco mniejszym entuzjazmem, już właściwie na czworakach. Obok niej pełzał Rdza, również co jakiś czas wykrzykując:

– O, orzech!

Promyk przechadzał się z godnością wokół altanki, oceniając postęp prac i co jakiś czas sycząc groźnie na Szamankę i tocząc orzechy między łapami. Najtrudniejsze zadanie stało przed Tężcem, który zdołał jako pierwszy przedrzeć się do Szamanki, by zajmować ją rozmową. Ostatecznie zdołał wciągnąć ją we wspominki o dawnych czasach, własnej babci i dziedzicu, do którego należał ogród i kawałki parku. Nigdy tak bardzo nie cieszył się, że z uwagą przeczytał notatki i kroniki i miał dziwną świadomośc, że nieprędko znowu będzie miał okazję tę wiedzę wykorzystać.

Ostatecznie, po ponad dwudziestu workach orzechów udało im się wzglednie oczyścić teren i podejść aż pod wóz Szamanki. Mitra, korzystając z resztek słonecznego światła zdołał odczynić urok. na szczęście niezbyt skomplikowany. Szamanka po raz pierwszy od tygodnia miała możliwość przejść się po swojej posesji i odetchnąć pełną piersią bez spadających na głowę orzechów. Nadal jednak wydawała się zniecierpliwiona i chyba chciała pozbyć się magów ze swojego ogródka jak najszybciej. Pod jej dyktando Magma i Tężec odkopali drzwi do piwniczki  – całej zastawionej butelkami wypełnionymi ciemnym, prawie czarnym trunkiem. Przenieśli wszystkie butelki do wozu i zapełnili półki w skrytce butelkami, które Szamanka zdołała przygotować podczas swojej niewoli. Rzeczywiście, nie marnowała czasu.

Ponieważ okazało się, że nie potrzebuje do dalszej produkcji aż dwudziestu worów orzechów i wystarczy jej zaledwie dziesięć, wracali do domów połączeni wspólnym heroicznym wysiłkiem,  każde z butelką przynajmniej dwuletniej orzechówki i ogromnym worem orzechów, z pewną obawą myśląc o tych wszystkich orzechowych ciastach, kremach i posypkach i tym, jak bardzo nie będą już nigdy patrzeć na orzechy tak samo.

– Pozostaje tylko jedna kwestia – powiedział Mitra, kiedy wataha Licha już się z nimi pożegnała i ruszyła w stronę osiedla wieżowców, objuczeni darami. Magma, Misia i Tężec popatrzyli na siebie porozumiewawczo.

– Dzika róża? – upewniła się Misia.

– Ta – zgodził się Tężec. – Obiecaliśmy się dowiedzieć kto za tym stoi, więc się dowiemy.

Co do tego wszyscy byli zgodni.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

error: Content is protected !!
Przewijanie do góry