Sleep
Trigger warning: cyberbullying, wspomniana śmierć rodzica
Sylv zaprosiła Nel do swojego biura w agencji, co samo w sobie było nietypowe. Zwykle przychodziła do studia nagraniowego, albo rozmawiała z zespołem przy okazji wieczoru z pizzą u Koszmara. Wcześniej, kiedy ustalały warunki współpracy, wszystkie umowy i pełnomocnictwa, zwykle spotykały się w kawiarniach. Nel ciężko było pozbyć się poczucia, że jest na dywaniku, wmaszerowała jednak do przeszklonego biurowca, kryjąc ostrzyżoną na zapałkę głowę pod kapturem bluzy, a twarz za szkłami okularów. Zdjęła elementy maskujące dopiero w biurze Sylv.
Managerka, jak zwykle w wydekoltowanej bluzce i luźnej spódnicy, uniosła brwi. Sama miała wygolone pół głowy, by wyeksponować pokrywające czaszkę futurystyczne tatuaże.
– Ciekawa stylówa. Chłopaki już widzieli?
– Tylko Pitya – odparła Nel, opadając na krzesło. Od kiedy dołączyła do Sunny Square, podróże przez miasto zupełnie ją wyczerpywały, zwłaszcza teraz, gdy nie była pewna, kto naprawdę jest fanem, a kto chciałby utopić ją w łyżce wody i zastąpić cyber-Renem.
– Na drugi raz proszę, chociaż do mnie zadzwoń, gdy wpadnie ci do głowy tak radykalny pomysł. Nie będę cię umawiać na sesję w stylu wikingów, z fryzjerką od warkoczyków.
– Sorry – Zupełnie o tym nie pomyślała. Nigdy do tej pory nie musiała z nikim konsultować zmian wizerunku. Nixie było niezależne, utrzymywane wyłącznie ze wsparcia fanów, a ci uwielbiali być zaskakiwani.
– To ma jakiś związek z… z tym całym cyrkiem? – Sylv zatoczyła krąg dłonią, wyraźnie dając do zrozumienia, że ma na myśli doniesienia o rzekomej alternatywnej karierze Nel.
Nel wzruszyła ramionami, bo co miała tu powiedzieć? Nie była dobra w takich rozmowach. W przyznawaniu, że jest ofiarą. W proszeniu o pomoc.
– Napijesz się czegoś? Kawy? Wody? Czegoś z puszki? Nie mogę ci zaoferować nic z procentem. Biuro, trzeba zachowywać pozory.
– Woda brzmi dobrze.
Sylv wyjęła szklaną butelkę z niewielkiej lodóweczki pod biurkiem i postawiła między nimi na biurku.
– Posłuchaj, Nel. Podpisaliśmy umowę. I ty, i ja, i reszta mamy tutaj jakieś zobowiązania.
– Rozmawiałam już z Adeline – weszła jej w słowo Nel – To nieporozumienie. Nie mamy żadnego materiału, który chciałybyśmy wydać jako Nixie. Sorry za to całe zamieszanie, już wyjaśnione…
Sylv zmarszczyła brwi, wyraźnie zaniepokojona.
– Nieporozumienie? – spytała. – Jakiego rodzaju nieporozumienie?
Nel sięgnęła po tę wodę, głównie po to, by dać sobie więcej czasu.
– Czy to nieporozumienie tego samego typu co przeróbki naszych teledysków i koncertów? – drążyła Sylv. – Takie same, jak wywiady z Renem, pogłoski o Proxy i Anu?
– Najwyraźniej ludzie jednak nie polubili mnie tak, jak Koszmar na to liczył.
– Jebać ludzi – Managerka usadowiła się wygodniej w fotelu. – Ludzie to ludzie, robią to samo, od kiedy w ogóle chłopaki zaczęli. Na pewno od kiedy ja ich przejęłam. Mniej mi się podoba jak to robią – przyznała. – Chodź tutaj – zaprosiła Nel na swoją stronę biurka. – Coś ci pokażę.
Nel okrążyła więc biurko i stanęła za jej plecami, podziwiając tabelki i wykresy.
– Na co właściwie patrzę…?
– To agent AI służący do obsługi artystów. Tantiemy, księgowość, umowy, bookowanie koncertów, promocja, socialki. To maleństwo ogarnia wszystko.
– A my nie mieliśmy czasem… ?
– Mieliśmy agenta bookingowego, tak. Organizował nam pierwszy występ. Agencja go zwolniła, podobnie jak naszego człowieka od socialek, człowieka od promocji i mojego asystenta księgowości. Wszystko sobie teraz mogę robić sama, z pomocą mojego wirtualnego asystenta – opowiadała z przekąsem Sylv. – Fajnie, nie?
– Ale dlaczego tak? – Nel zmarszczyła brwi. – Skąd ta zmiana?
– A powiedz mi, po co właściwie teraz trzymać bookerów? Kto się decyduje na eventy z publicznością, kiedy takie Exocolony już publicznie ogłasza, że ich AI agent jest pełnoprawnym członkiem zespołu i muszą stworzyć mu odpowiednią przestrzeń? Roger Davis pisze swoje teksty z czatem i jest z tego dumny, bo wreszcie udało im się razem stworzyć tą jedną, wielką piosenkę, o tych performance’ach Maureen nawet szkoda mi gadać. Kwestia czasu, aż inni pójdą ich śladem. Streaming ze studia i jazda. A co za tym idzie, łatwiej ogarniać promocję i rozliczenia. Takie pierdolenie. Nasza wytwórnia też już z tego korzysta, oczywiście wszystko skrojone na naszą miarę. W ogóle już nie musimy ze sobą rozmawiać, wszystko się samo robi i dzieje. Cud nowości i cybernetyki zasilany przez jeden z najnowocześniejszych systemów sieci neuronowych… – Przez moment brzmiała tak, jakby miała się rozpłakać. – Wszyscy mamy swoje zobowiązania. I moim jest zapewnić wam dobre warunki pracy, rozwój i komfort. Nie wiem, czy nadal potrafię to zrobić. Czy mogę wam to obiecać. Myślisz, że powinnam zrezygnować?
Nel zmarszczyła brwi.
– Dlatego mnie tu zaprosiłaś…? – upewniła się. – Żeby mi to pokazać?
Sylv milczała przez dłuższą chwilę. Ekran komputera odbijał się niebieskimi błyskami w jej oczach.
– Branżunia się zmienia, narzędzia też muszą – powiedziała wreszcie. – To w sumie normalna kolej rzeczy. Tylko, że od dnia waszego… naszego powrotu, pojawia się mnóstwo podejrzanego contentu. Przeróbki, deep fejki, fałszywe artykuły ewidentnie tworzone z pomocą sztucznej inteligencji. Czepianie się Proxy i Anu. I całkowitym przypadkiem nasza agencja i nasza wytwórnia nagle zwalniają wszystkich ludzi, którym w miarę ufam i przechodzą na modele językowe. Nazwij mnie paranoiczką, ale co jeśli to się jakoś łączy? Do moich obowiązków należą socialki, promocja. Powinnam wiedzieć o tych wszystkich incydentach. Wiedziałabym, gdybym miała czas, żeby za tym nadążyć, albo pomoc kogoś kto zajmuje się tym na pełen etat. Ale nie mam. Aktualnie robię pracę kilku osób, a to gówno twierdzi, że wszystko jest w porządku, trendujemy na wszystkich platformach. A jak zgłaszam wątpliwości, to agencja mi mówi, że mam się nie martwić, jesteśmy w tym razem.
– Co zamierzasz zrobić?
– Rozmawiałam już o tym z Koszmarem, ale kazał mi sobie wybić z głowy jakiekolwiek rzucanie papierami. I że przesadzam. Dlatego chciałam też porozmawiać z tobą. Ty na tym najbardziej cierpisz, nie musisz udawać, że nie. Chcesz, żebym została? Jeśli powiesz, że nie, jeszcze dzisiaj odchodzę i z agencji i od was.
Nel pokręciła głową. Nie była dobra w takich rozmowach, coś jednak musiała zrobić.
– Nie odchodź. Proszę.
***
Sylv ostatecznie została na pozycji managerki. Planowała międzynarodową trasę koncertową, zdołała nawet załatwić wspólne występy z Macbethem i Murder in the Cathedral, z którymi Sunny Square często koncertowało w czasach dawnej świetności. Udało jej się też rozbroić jedną aferę z cancellowaniem Nel, po tym, gdy wyciekły nagrania i zwierzenia rzekomych ofiar jej szkolnego bullyingu. Według plotkarskich artykułów, Nel wraz z częścią klasy dręczyła kiedyś inną uczennicę, namawiając ją do nagrywania rozbieranych filmików do muzyki i rozsyłając je po szkole. Nel przyjęła do wiadomości to, że załatwione z pewną ulgą i nawet nie próbowała zgłębiać tematu.
I bez tego ledwie była się w stanie skupić na czymkolwiek. Zostawiała podgrzany obiad w mikrofali na wiele godzin tylko po to, by podgrzać go znowu; prosiła o powtarzanie wszystkich ważnych informacji trzy razy, a i tak zapominała. Ciągle chciało jej się spać, a mimo to w nocy nie mogła zmrużyć oka. Głównie logowała się z nowo utworzonych kont na grupy społecznościowe fanów Sunny Square, z nadzieją, że dowie się, jakie jeszcze niebezpieczeństwa na nią czychają. Raz znalazła nagranie z rzekomego demo dla wytwórni, w którym Ren śpiewał o tym, jak bardzo gardzi takimi osobami jak Nel. Dziwne jak bardzo jego słowa były echem jej dawnych, nastoletnich oprawców;niemal słowo do słowa, jakby ktoś przechwycił krążące kiedyś po sieci nagrania jej upokorzenia i z pomocą sztucznej inteligencji nadał im głos Rena.
W ciągu dnia głównie snuła się po swoim apartamencie, pakując walizki na planowaną trasę koncertową, ale nie obchodziło jej nawet za bardzo to, czy wzięła ładowarki i powerbanki. Może zresztą lepiej nie brać. Może lepiej zupełnie się odłączyć.
Czasem dzwonił do niej Anu i zapraszał, by dołączyła do niego w studiu. Przyjmowała te zaproszenia z zaskoczeniem, ale i wdzięcznością. Z całego Sunny Square Anu tak naprawdę znała najsłabiej i był dla niej największą zagadką. Późnymi wieczorami przychodził do opustoszałego studia nagraniowego tylko po to, by grać na basie przy kolumnach i wzmacniaczach ustawionych na pełną głośność. Ogłuszać się falą dźwięku. Mieszkała blisko, więc zwykle korzystała z zaproszenia.
Kilka razy zapewniała go, że może jej opowiedzieć, co się dzieje i co go dręczy, ale zbywał to niecierpliwym ruchem głowy. Podkręcał głośność na wzmacniaczu i grał to, czego powiedzieć nie mógł. Szanowała to. Towarzyszyła mu krzykiem bo tak było łatwiej. Momentami miała nawet wrażenie, że ten krzyk, te improwizacje gdzieś zmierzają.
Czasem po pracy w studiu jeździła do Pityi albo zapraszała ją do siebie. Nie rozmawiały za dużo. Kochały się wśród niespakowanych walizek, lub w doniczkowej dżungli Cyborga. Gdy dotykała pokrytej tatuażami skóry, po głowie chodziły jej pierwsze, nieśmiałe jeszcze słowa, układające się w kolejne wersy piosenki. Nakładały się na pełne wściekłości uderzenia basu Anu, na jej własny wrzask, ściany dźwięku, które budowali, by chronić się przed światem. Czy potrafiłaby zaproponować Koszmarowi tekst napisany od początku do końca przez siebie? Czy Pitya by się zgodziła? Do Summer Sun pisali teksty razem, jako zespół.
Momentami miała ochotę znów spytać Pityę o Rena, ale nie chciała zrobić jej krzywdy. Ani jej, ani Koszmarowi, ani Anu.
Przecież razem tworzyli muzykę, razem oddawali swoją energię tłumom. Jak mogła pomyśleć, że po prostu przyjdzie z nimi trochę pograć, skoro teraz mieszka w tym samym mieście, i zapyta się ich, jak to właściwie było z Renem i co czuli, kiedy czekali na wieści.
Zastanawiała się jednak, nie umiała przestać się zastanawiać. Co robiłaś, Pitya, w ostatnią noc, kiedy Ren jeszcze żył?
W sumie po co ci to? – zreflektowała się niemal natychmiast. Przecież wiesz, jak to jest. Pamiętasz to czekanie.
Wieczór, zachód słońca, rozgrzany po całym dniu upałów parking, na którym uczysz się podstawowych manewrów za kółkiem. Puszka coli w dłoni. Kumple z pierwszego zespołu tłumaczący jak parkować równolegle. Heatwave z trzeciej płyty Sunny Square rozbrzmiewające w rozkręconym na pełen regulator radiu (sprzedali się, mówili wszyscy, kiedy wyszła tamta płyta, poszli w dziwne elektro, to już nie to samo). Szyby opuszczone na maksa, ojciec w szpitalu.
Jest stabilnie, powiedziała jej wtedy mama, kiedy chłopaki odwieźli ją już prawie pod sam dom. Idź spać, odpocznij. Posłuchała jej, poszła spać i długo później nie miała tak spokojnej nocy. Nic nie czuła, o niczym nie śniła i nie przewidywała. Spała jak zabita, jednak gdy obudziło ją dźwięk telefonu gdzieś w domu, dobrze wiedziała, co to oznacza.
Pamiętasz też co dzieje się później, prawda? Może nie od razu, jeszcze nie przed pogrzebem i nie po, nie kiedy patrzysz na tandetne, plastikowe kwiaty. Jeszcze nie kiedy sprzątasz te uschnięte, ale z czasem. Pamiętasz, co prowadzi cię nocą na ciemną autostradę, gdzie pachnie wiosną i benzyną a mijające cię auta podświetlają porastające pobocze dmuchawce; srebrzyste kule nasion w mroku. Co sprawia, że machasz ręką i wsiadasz do pierwszego auta, które się zatrzyma i jedziesz przed siebie, po marzenia, jak najdalej od przeszłości.
Może po prostu chciała pogadać z kimś, kto też to znał i czuł, i uciekł, ale wrócił. Może szukała zrozumienia. W jakiś sposób to, co stało się z Renem łączyło się jej w głowie z tym, co działo się wokół nich teraz? Po co ktoś wyciąga go zza grobu by zaszkodzić powrotowi Sunny Square?
Nie wiedziała, ale złe przeczucia jej nie opuszczały.
***
Do studia nagrań pojechali z Koszmarem w przeddzień planowanego wylotu w trasę. Byli umówieni na dwugodzinną rozmowę z JJ-em, znanym podcasterem muzycznym. Pod studiem nagraniowym czekał już na nich ciekawski tłumek, gdzieś błysnął flesz. Nel nie była pewna, czy to poruszenie wywołane ich przybyciem, czy raczej pożegnanie dla zespołu Vaern, który właśnie studio opuszczał po swoim wywiadzie. Koszmar i lider Vaernów przybili sobie piątki i poklepali się po plecach. Nel po prostu mocniej naciągnęła kaptur na ogoloną głowę.
Sylv, która oczywiście pojechała z nimi, zaraz po wejściu rozsiadła się na kanapie w części odsłuchowej i w czasie wywiadu co jakiś czas posyłała im zza szyby szeroki uśmiech albo pokazywała uniesiony kciuk.
Pierwsza godzina minęła zaskakująco spokojnie, Nel nawet nie wiedziała kiedy. Rozmawiali o zbliżającej się premierze nowego albumu – na przekór jesiennej aurze zatytułowanego Summer Sun: o procesie pisania tekstów i nagrywaniu, o tym, jak przebiegało integrowanie nowych muzyków z resztą zespołu i jak udało im się tak szybko osiągnąć spójne brzmienie. Nel coraz bardziej się rozluźniała. Mało kiedy rozmawiano z nią ostatnio o muzyce: o tym, co próbuje osiągnąć i jakimi środkami, jak podchodzi do nowych piosenek, o największych inspiracjach i poszukiwaniach. Głównym tematem pozostawało zwykle AI i presja nie-bycia Renem.
– Podczas koncertu w Londynie będziecie dzielić scenę z Murder in the Cathedral, a w Manchesterze ma dołączyć do was Macbeth – mówił z entuzjazmem JJ. – Musisz cieszyć się ze spotkania z dawnymi znajomymi, co Koszmar?
– Minęło trochę czasu od kiedy występowaliśmy razem z Chrisem z Macbetha, a zawsze się fajnie nakręcamy – odparł Koszmar, rozluźniony i pogodny. Rozmawiał z dobrym znajomym o innych dobrych znajomych, czym miał się stresować? – Briony była u mnie w studiu dwa lata temu, przy okazji mojego solowego projektu.
– Istotnie. Czy miałeś wtedy jakieś plany, żeby reaktywować Sunny Square z jej udziałem? Czy to był ten moment, gdy uznałeś, że to, czego wam brakuje to damski wokal? Nie jest to przecież jakaś wielka tajemnica, że Rena i Briony łączyła duża zażyłość.
– Ich może i tak, nigdy nie wnikałem. Ja i Briony mamy zbyt różne podejście do muzyki i tworzenia, żeby nasza współpraca mogła wyglądać inaczej, niż wspólne koncerty naszych zespołów – odparł gładko Koszmar. – I nikt nie wpasowuje się w tę naszą układankę lepiej niż Nel i Proxy, nie mogło być inaczej. Dopiero kiedy usłyszałem nas razem, to wszystko nabrało sensu.
– A ty, Nel? Jak się czujesz z perspektywą śpiewania wraz z Briony; z głosem, który miał równie duże szanse zastąpić Rena, co ty?
Wzruszyła ramionami.
– Jestem bardzo ciekawa tego duetu. Kiedyś z Nixie supportowałyśmy Murder in the Cathedral, ale nie było wtedy za bardzo okazji pogadać. No i byłyśmy przecież małymi rybkami w wielkim stawie.
– Murder in the Cathedral, podobnie jak chłopaki z Vaern, z którymi miałem pogawędkę zanim przyszliście, należą do zespołów, które bardzo stanowczo wypowiadają się przeciwko korzystaniu ze sztucznej inteligencji oraz zastępowaniu koncertów streamingami. Jak myślisz, jak Briony odniesie się do plotek o twoim wspieranym AI projekcie z Nixie? I do twojego stosunku do AI? Co zrobisz, jeśli odmówią wyjścia z tobą na scenę? Nie pokrzyżuje wam to planów jeśli chodzi o promocję?
– Nie będę tego komentować – ucięła natychmiast Nel, rozczarowana, że jednak wylądowali w tym miejscu. Wystarczyło tylko na moment stracić czujność.
– A to wielka szkoda. Bardzo liczyłem na twój komentarz, zwłaszcza biorąc uwagę badania i osiągnięcia naukowe twojego ojca.
Nel ze świstem wciągnęła powietrze. Koszmar przyglądał jej się znad mikrofonu, zbity z tropu ale i zaintrygowany.
– Możliwe, że nie jest to powszechnie znanym faktem, ale ojciec Nel poświęcił swoją karierę akademicką zgłębianiu Wielkich Modeli Językowych i był współtwórcą tego, co teraz określa się jako złoty standard wykorzystania AI w mediach i kulturze. Mieliście skomplikowaną relację, prawda?
– Wydawało mi się, że rozmawiamy o muzyce? – wycedziła przez zaciśnięte zęby Nel.
– Muzyka bierze się z osobistych doświadczeń, z osobistego bólu – rzucił JJ. Opanowała chęć rozbicia na uśmiechniętej gębie szklanej butelki z wodą. Koszmar uścisnął jej rękę pod stołem. Sylv za szybą kręciła głową i dawała znaki, by kończyć rozmowę. – Zresztą, mam wrażenie że żadnemu z was trudne relacje nie są obce, czy to w rodzinie, czy wśród najbliższych przyjaciół.
– Nie są też koniecznie tematem tego podcastu – spostrzegł Koszmar, spokojnie ale z naciskiem. – A przynajmniej nikt nas nie informował o tym, że mają być.
– A właściwie dlaczego by nie? Technikalia są ciekawe, ale słuchaczy fascynują też osobiste historie. Kontekst. Powiedz, Nel, nie było ci przykro, że twój ojciec, jak zawsze wspominałaś, popychał cię w stronę kariery muzycznej, a jednocześnie pracował nad technologią, która karmi się twórczością innych by generować to, co aktualnie określamy jako mainstream? Czy to był powód twojej ucieczki z domu? Czy może raczej fakt, że twój ojciec dawał prześladowcom do ręki amunicję, by w ciebie celować? To chyba nie było za bardzo w porządku.
Nel podniosła się z krzesła. Oparła obie dłonie na stole.
– Ty też teraz dajesz im amunicję – spostrzegła, patrząc podcasterowi w oczy. – I co, to jest w porządku? Dla kogokolwiek jest w porządku to, co się dzieje wokół Sunny Square? Wywlekanie Rena zza grobu i wyciąganie sobie nim mordy jest w porządku? Może on wcale tego nie chce? Jakby chciał się w tym dalej babrać, to by żył. Wywlekanie mojego ojca jest w porządku? A może ten skrypt rozmowy też ci wypluł jakiś model językowy i uznałeś, że to dobry pomysł?
– Widzę, że temat wywołuje emocje – skwitował JJ, lekko unosząc brew. Sylv stała już przed drzwiami do kabiny nagraniowej, gotowa interweniować, choćby i siłą.
– Ojcowie to w ogóle jest ciężki temat, tak? – wtrącił łagodnie Koszmar. – Zwłaszcza jeśli chodzi o ojców i córki. Coś tam wiem, moja starsza urodziła się akurat w szczycie koncertowania z Sunny Square, kiedy prawie nie bywałem w domu, a młodsza kiedy… no, kiedy byliśmy w zawieszeniu. To nie są lekkie rzeczy.
Płynnie przeszedł do snucia opowieści o buncie nastolatki, próbującej odnaleźć swoje miejsce w świecie muzyki, oraz o młodszej córce, coraz to nowych diagnozach i spektrach problemów.
Nel piła wodę, zerkając na niego z wdzięcznością, bo skandal polegający na tym, że uderzyła podcastera i wybiegła ze studia był ostatnim, czego potrzebowali przed premierą płyty. Dotrwała jakoś do końca nagrywek i wyszła bez słowa pożegnania, podobnie jak Koszmar, który dość otwarcie zignorował próbę poklepania po plecach przez gospodarza. Sylv minęła się z nimi w drzwiach, zła jak osa, po zęby uzbrojona w argumenty i gotowa do bitwy.
Nel i Koszmar postanowili poczekać na nią na zewnętrznej klatce przeciwpożarowej, by trochę ochłonąć i nie konfrontować się jeszcze z ciekawskimi fanami, wciąż czatującymi pod głównym wejściem, kawał w dole. Zdążył zapaść już zmierzch, powietrze było wilgotne od mżawki. Latarnia na ścianie budynku tworzyła krąg żółtego światła. Po drugiej stronie ulicy zapalał się i gasł fioletowy neon innego studia nagrań.
– To prawda o twoim starym? – spytał Koszmar, i nawet nie miała mu tego za złe. – Że robił przy AI?
Potrzebowała chwili, bo zakopane głęboko wspomnienia postanowiły wrócić w tym samym momencie, zalewając ją falą nostalgii przemieszanej z niesmakiem.
– Z tego co wiem, tak.
Czekała na jakieś “czemu nic nie powiedziałaś”, ale nic takiego nie padło, Koszmar po prostu stał obok niej, w swojej skórzanej kurtce i z pooraną bliznami twarzą. Wpatrywał się w migający neon, jakby to on stanowił tutaj największą zagadkę.
– Wiesz, to nie jest tak, że wiedziałam-wiedziałam – odezwała się Nel, gdy zdołała już wstępnie zapanować nad bałaganem w głowie. – Wiedziałam, że mój stary pracował na uczelni, robił jakieś badania i pisał artykuły naukowe. Zresztą też nie pracował tam cały czas. Odkąd pamiętam, miał problemy z sercem, dużo czasu spędzał w domu. Zawoził mnie do szkoły i odwoził. To matka robiła karierę, taką, że wiesz, biznesowe lunche, bankiety do rana. Była kimś ważnym w korporacji, ale żadne z nich nie gadało ze mną za bardzo o pracy. Ojciec wrócił na uczelnię kiedy byłam w liceum. Prawie go wtedy nie widywałam, rozkręcałam pierwszy własny zespół i w ogóle. Jak już się widzieliśmy, wydawał się bardzo zmęczony i nieobecny. Niewydolność serca. Zapracował się na śmierć, jak się okazuje. Dopiero przy sprawie spadkowej dowiedziałam się o jego patentach, udziałach, tym wszystkim, nad czym pracował. Poskładałam to sobie do kupy. To, co mówił ten dziennikarzyna: że cokolwiek robił, prawdopodobnie wiedział, że to mi zaszkodzi, jeśli będę chciała kontynuować karierę muzyczną, że bierze udział w rewolucji, która już wtedy zmieniała kształt sceny rozrywkowej. Że nawet jeśli nie miał nic wspólnego z tym, że gnojono mnie w szkole, to z pomocą narzędzi nad którymi pracował, można gnoić dzieciaki skuteczniej i dosadniej. Nie dałam sobie z tym rady i spierdoliłam.
– Do Adeline?
– Wtedy po prostu w nieznane, gdziekolwiek. Ale ostatecznie wylądowałam na tym samym squacie co ona. Zakumplowałyśmy się i założyłyśmy Nixie.
Koszmar w zadumie pokiwał głową.
– Jak już powiedziałem JJ’owi, bycie rodzicem jest skomplikowane. Nie mam pojęcia, czy moje dzieciaki też nie będą w jakimś momencie chciały ode mnie spierdolić. Czy nie zrobiłem im w jakimś momencie krzywdy, nawet nie zdając sobie sprawy. Twój ojciec brzmi jak skomplikowany człowiek. I jeśli robił coś, co mogło ci zaszkodzić, to pewnie z tym też było mu ciężko.
– Ale to robił. Jeździł ze mną na koncerty, zachęcał mnie do grania i śpiewania i pracował nad czymś, co już teraz, aktywnie obrzydza mi tę branżę. I nigdy się nie dowiedziałam dlaczego. Nie myślałam o tym za dużo, dopóki ten typ nie wyskoczył ze swoim genialnym pomysłem na podcast.
– Beznadziejne zagranie – zgodził się Koszmar. – Mam nadzieję, że Sylv go rozniesie na strzępy. Pewnie rozniesie.
– Pewnie tak – zgodziła się Nel. – Brzmisz jakbyś był spoko tatą – stwierdziła, nawiązując niejako do jego wynurzeń z podcastu. – Chciałbyś być moim?
Koszmar zaśmiał się, wyraźnie ubawiony konceptem.
– Mam takie dwie cholery w domu, tak? Wystarczy mi, uwierz. Ale mogę być dzisiaj twoim starszym bratem, jeśli potrzebujesz – zaoferował, obejmując Nel ramieniem. Wtuliła twarz w jego skórzaną kurtkę.
– Możesz.
