Okładka albumu muzycznego fikcyjnego zespołu Sunny Square- dłoń podpalająca zapalniczką kwiat dmuchawca na łące.

Ogród chwastów II

##Overgrowth

Trigger warning: cyberbullying

Weed Garden to jest w ogóle trochę podchwytliwy koncept – opowiadał im Koszmar, kiedy odpoczywali pomiędzy kolejnymi nagraniami, wygodnie usadowieni na kanapach w studiu. To było jeszcze zimą, przypomniała sobie Nel. Powrót Sunny Square wciąż był wtedy jeszcze pilnie strzeżonym sekretem, planowaną z ekscytacją niespodzianką. Żartem zrobionym uniwersum. 

– Chodzi mi o to żeby się odbić od Please Make Something Grow – tłumaczył z przejęciem lider. – Pokazać, że gdzieś jesteśmy i rzeczywiście coś nam z tego wyrosło. I teraz pytanie brzmi, co chcemy z tym zrobić. Jak chcemy to zrobić. I bardzo dużo zależy od ciebie – Popatrzył na Nel. – Bo to będzie podobne. Nie uciekniemy od tego, że będzie podobne, i w jakiś sposób czuję, że powinno być podobne. Ale też chcę, żeby to było twoje – zaznaczył. – Chcę, żebyś była to w stanie unieść, żeby ci pasowało. Żeby cię nie pociągnęło prosto pod tramwaj. 

Wtedy chyba żadne z nich nie zastanawiało się nad tym, dokąd zmierzają z tymi wspólnymi sesjami nagraniowymi. 

– Myślisz, że to realna opcja? – spytała Nel. – Że mogę skończyć pod tramwajem? 

– Ren skończył – wyrwało się Anu. 

Nie musiał dodawać, że tak naprawdę nie pod tramwajem, tylko wbity w ścianę budynku. O tym akurat wszyscy wiedzieli. 

– Wolałbym, żeby to zadziałało – zapewnił Koszmar, ignorując tę uwagę. – Ale też nie wiem, czy jestem w stanie do tego podejść zupełnie na świeżo. Udawać, że nie było Understudy, ani Overgrowth, ani Rena ani Cyborga na klawiszach – Skinął głową w stronę zielonowłosej Pityi, która do tej pory jedynie zastępowała podczas koncertów wycofującego się z muzyki wuja. – Więc myślę że to, co możemy zrobić, to odbić się od tego. Spróbować jakoś uczynić to też twoim, Nel, i twoim, Pitya, i twoim Proxy. – Perkusista zaczął pojawiać się w studiu mniej więcej w podobnym czasie, co Nel. – I Anu i nasze wspólne. Jesteśmy innymi ludźmi. Przeżyliśmy rezygnację Cyborga i przeżyliśmy Rena. – Koszmar skrzywił się, przez moment nie oddychał, jak ktoś sprawdzający, czy rana nadal boli, czy już trochę mniej. Chyba bolała. – I te ostatnie siedem lat. Robimy rzeczy inaczej, opowiadamy inaczej, z innej perspektywy. I potrzebuję od was usłyszeć, jaka to powinna być perspektywa. Jasne? Spróbujemy?

Nel spróbowała zanucić linijkę refrenu. A później jeszcze raz, swoim głosem, bez maniery podsłuchanej na nagraniach Rena. 

– Chyba muszę uznać to za tak – uśmiechnął się słabo Koszmar. 

– A jaka jest twoja perspektywa? – spytała wtedy. – Jakim ty jesteś człowiekiem? W jaki sposób jesteś inny od gościa, który napisał Please Make Something Grow

Zastanawiał się nad tym przez dłuższą chwilę. 

– Chyba jestem mniej wściekły. Mniej oburzony – stwierdził ostatecznie. – Znaczy, nadal jestem, ale inaczej. Z Renem się strasznie nakręcaliśmy, na taki gówniarski wkurw, poczucie beznadziei. Na to, że wszystkich nas oszukano po równo i wygrana jest tylko pozorna. 

– Za to was pokochałam – wyrwało się Nel. Anu posłał jej zaskoczone spojrzenie. 

 – Tak…? 

 – Jak was słyszałam po raz pierwszy. Też czułam, że świat mnie oszukał. 

 – Ja też – przyznał Proxy.  

– Wydaje mi się, że w ogóle strasznie dużo ludzi tak czuło – spostrzegła Pitya. – Wujek… Cyborg doskonale zdawał sobie sprawę z tego, w czym bierze udział. Byliście głosem całej bandy rozczarowanych życiem gówniarzy, którym wydawało się, że przegrywają życie i wszystko rozpada się w rękach. Głosem tych nie mających głosu. Też to poczułam, na tych ostatnich koncertach…

Koszmar w zadumie pokiwał głową, pogładził się po związanej w warkoczyk brodzie.

– Teraz myślę, że po prostu jestem od tego trochę dalej, nie? Ren się temu w pełni oddał i zginął. Przeżyłem jego śmierć, urodził mi się drugi dzieciak. Końce świata i jego początki, coś w tym rodzaju. Nadal funkcjonujemy, nadal mamy dobre momenty, czasem trochę mnie bawi, jak bardzo wszystko było wtedy intensywne i na serio. Chyba nie chcę już aż tak bardzo na serio.

– Ja też nie – zastrzegł Anu. – Wystarczy, że ostatnie lata miałem śmiertelnie na serio w robocie i szlag mnie trafia. Myślę, że gorzki dystans to jest coś, w co ja bym teraz trochę celował, tak jeśli chodzi o klimat. Jesteśmy źli i rozczarowani, ale też bardziej…. dojrzali? Doświadczeni? Cyniczni? To jest chyba to słowo. Cyniczni i szyderczy.

– Cyniczni idealiści – mruknęła z przekąsem Pitya, chyba trochę nie dowierzając.

– Jasne miejsca i ciemne miejsca – mruknął Proxy, chyba bardziej do siebie, ale zostało to odnotowane w leżącym na stole zeszycie. 

 Anu też dorzucił coś do siebie, głównie o poczuciu przytłoczenia, o tym, że wciąż wszystko zostało już ustalone i napisane za jego plecami, chociaż wtedy Nel nadal nie wiedziała, czym zajmował się przez ostatnie lata. Bardzo pilnował się, by nie opowiadać o szczegółach. 

Szukali odpowiednich słów. Wykreślali te zbyt gładkie, zbyt oczywiste. Pielęgnowali chwasty. Wychodzili, żeby je podlewać, troszczyli się o nie. Chyba wtedy Pitya opowiedziała im o kwietnym balkonie Cyborga, o tym, jak zaczął go uprawiać po odejściu z zespołu. O tym, że sama nadal tam pomieszkuje, by doglądać roślin, nawet gdy ogród zdziczał i zdaje się żyć własnym życiem. Że zielony balkon widać z daleka, wystarczy, przechodząc placem zatrzymać się, spojrzeć w górę, na śmigające między ścianami budynków jeżyki.

– I jak go znam, to on już z tym ogrodem też dał sobie spokój – opowiadała Pitya. – i utknę z nim, tak jak teraz utknęłam tu z wami. 

Koszmar i Anu zaśmiali się serdecznie. Proxy i Nel uśmiechnęli się, nie wiedząc jeszcze, co o tym myśleć. Na tamtym etapie mieli za sobą jedynie kilka miesięcy niezobowiązującego wspólnego grania, kiedy o Renie i Sunny Square właściwie nie rozmawiali. Teraz wylewało się z nich wszystko: odziedziczony balkonowy ogród Pityi, pełna jakichś niezrozumiałych konfliktów i nacisków praca Anu, dzieciaki Koszmara. Chyba wtedy, uświadomiła sobie Nel, naprawdę zaczęli być zespołem, zaczęli być nowym Sunny Square, rozmawiającym planującym nową płytę, nową tożsamość. 

***

Ku zaskoczeniu Nel, świat i trasa promocyjna toczyły się swoim rytmem, nawet pomimo tego, że covery w wykonaniu Rena były tylko początkiem. Internet huczał od pogłosek, że Proxy wykorzystywał sztuczną inteligencję w swoich solowych projektach, i że Anu był zaangażowany w pracę nad wielkimi modelami językowymi zanim zgodził się znów współpracować z Koszmarem. 

Proxy wzruszał ramionami. Powtarzał przepytującym dziennikarzom, że nie wie, nie korzystał, ale też nie sądzi, żeby ci wszyscy ludzie wyświetlający i udostępniający przeróbki mieli koniecznie na myśli coś złego. Niektórych ciekawią nowinki techniczne i możliwości AI. Niektórzy zwyczajnie tęsknią za Renem i chcieliby go jeszcze raz usłyszeć, wszystko jedno w jakim kontekście i za jaką cenę. Brzmiał przy tym jak jeden z tych ludzi. Nel zastanawiała się, czy też czasem nie ma “naprawionej” wersji Weed Garden w swoich słuchawkach. 

Psy szczekają, karawana jedzie dalej, stwierdził ze znudzeniem Koszmar, kiedy na backstage’u czekali na rozpoczęcie kolejnego koncertu. Nieważne jak gadają, byle gadali, dodała jeszcze managerka, Sylv. Róbcie swoje, jesteście niesamowici i niepowtarzalni, i tak dalej i tak dalej. Patrzcie, ilu ich tu dziś przyszło. Wiecie, że coraz więcej ludzi rezygnuje z wykupywania streamingów na rzecz obecności pod sceną? Płyniemy pod prąd, może uda nam się zawrócić ten nurt bylejakości.

Miała gadane. Chyba nawet ich przekonała i podniosła na duchu, na tamten moment. 

Gdy Koszmar skończył swoją partię Weed Garden, głos na moment uwiązł Nel w gardle. Spodziewała się usłyszeć Rena-nie-Rena, głos wyciągnięty zza grobu, nie mający z prawdziwym Renem nic wspólnego. To chyba rozwścieczyło ją najbardziej. 

Dobrze w sumie, że Weed Garden grali zwykle na początku, bo resztę koncertu prześpiewała gotując się ze złości. Płynnie przechodziła z jednego kawałka w długi, była sarkastyczna w spokojniejszych balladach, wykrzykiwała swój gniew i w nowych utworach i w ikonicznych kawałkach napisanych dla Rena. Doskonale wiedziała, jak brzmi, jakie jej głos robi wrażenie. Jakby wszystkie lampy i kamery miały się zaraz potłuc i obsypać tłumy pod sceną okruchami szkła. Momentami wyobrażała sobie, że tak się dzieje, widziała to. Zastanawiała się, ilu z nich tutaj ogląda te głupoty z Renem, ilu przyszło nagrywać materiał na kolejne takie filmiki. Okruch szkła w oku dla każdego z was, proszę bardzo. Podejdźcie, jestem sprawiedliwa, rozdaję po równo. 

– Dałaś czadu – powiedziała jej Pitya, po koncercie i po afterze, kiedy zmierzały już korytarzem do tylnego wyjścia hali widowiskowej. – Zawsze dajesz czadu, a dzisiaj to już w ogóle. 

Uśmiechnęła się do niej, choć bez entuzjazmu. Dobrze pamiętała, kto jej przysłał linka do filmu, kto zaczął ten niekontrolowany lot wgłąb króliczej nory. 

– Jak się czujesz? – drążyła Pitya. Nel sprawdziła w aplikacji czas i miejsce przyjazdu zamówionego kierowcy i zaczęła marsz w tamtym kierunku. Nie miała ochoty czekać na Koszmara i Sylv. Co z tego, że mieszkali po sąsiedzku, skoro koordynowali też transport sprzętu? Zależało jej na jak najkrótszej drodze z afterparty do łóżka.

Minęły rozświetlony klub i ze trzy wysokie bloki, dotarły do dużego parkingu obok mega-marketu. 

– Zmęczona – przyznała, wtulając policzek w kołnierz kurtki. Nie było jeszcze bardzo zimno, ale powietrze zaczynało pachnieć wrześniową rześkością, wiatr się zmienił.  – Ale spoko. Zważywszy na okoliczności.

Oślepiające białe światła reflektorów rzucały na ściany industrialnego budynku cienie ich sylwetek: wysoką, wyprostowaną postać Nel i skuloną Pityę z rękami w kieszeniach bluzy i kapturem naciągniętym na czoło. Na wschodzie pojawił się jaśniejszy pasek nieba. Zbliżał się świt.

Pitya kopnęła z całej siły w kosz na śmieci, obok którego właśnie przechodziły. 

– Och, jestem na nich taka wściekła! – krzyknęła. – Na tych gnojów z sieci, którzy ośmielają się wycierać nami mordy i nazywać się naszymi fanami. Na cholerę mi tacy fani! Z Cyborgiem było przecież tak samo. Widzimy, że nie daje rady, już nie ten wiek, ostatni album był słaby jeśli chodzi o klawisze, i no przecież słychać, jak muzycy się męczyli przy nagrywaniu tych partii, chyba pora coś zmienić. Setki coverów, geniuszy z internetów pokazujących, jakby to brzmiało zagrane lepiej. W końcu zrezygnował, dlatego to ja z nimi pojechałam w tę ostatnią trasę….– Znów kopnęła kosz na śmieci, zbyt drobna i niepozorna, by wyrządzić jakąkolwiek szkodę. 

Nel podeszła i z całej siły popchnęła metalowy kubeł, wywalając wszystko na chodnik. Pitya podniosła na nią wzrok, po czym wyszczerzyła się, jednocześnie wdzięczna i zachwycona gestem. Krzyknęła triumfalnie i rozwaliła wyrzuconą z kosza butelkę o asfalt. 

– Nienawidzę gnojów! – powtórzyła. – Tak bardzo nienawidzę. 

Nel również rozbiła butelkę, bo sama za tym konkretnym gatunkiem fanów nie przepadała, i zrobiło jej się nieco lepiej – nawet jeśli wykrzyczała z siebie większość furii podczas koncertu. Usiadła sobie na krawężniku, czekając na spóźnionego się kierowcę i zastanawiając się, czy nagranie dwóch członkiń Sunny Square zdążyło już powędrować z przemysłowych kamer na Youtube’a. Nie byłoby to nic dużo bardziej szokującego niż incydenty z czasów poprzedniego zespołu Nel, ale teraz skala była chyba nieco większa. Woda na hejterski młyn. 

– Pitya – odezwała się wreszcie.

– Hm? 

Nie potrafiła uwolnić się od tego pytania, od kiedy się poznały, od tych pierwszych, niezobowiązujących sesji nagraniowych w studiu Koszmara. 

– Jak to było wychodzić na scenę razem z Renem? Grać razem z nim? 

– Przede wszystkim krótko. – Pitya rozbiła kolejną butelkę. – Ale wspaniale. Wiesz, ja w sumie znałam przecież Rena od nastolęctwa. On i Koszmar byli jak rodzina, tacy fajni, starsi kuzyni w skórach. Ren był takim typem, który kiedy jest wesoły, to jest wesoły na maksa. Miły i kochany. Można z nim było leżeć na podłodze i gadać o życiu i muzyce. Ale kiedy był zły i smutny to brakowało miejsca na cokolwiek innego. Na scenie głównie był zły i smutny, specjalnie  go szukał tego w sobie, wywlekał to na zewnątrz. Dopóki tam z nimi nie stanęłam przed ludźmi, nie czułam, jakie to jest wszechogarniające. Jak fala, która cię przykrywa i kiedy on śpiewa, a ty grasz swoją partię, to naprawdę nie czujesz nic innego. Całe swoje ciało jest smutne, serce, płuca, palce, więc te klawisze też są smutne, nawet jeśli wcześniej, po drodze na scenę klepaliście się po plecach i opowiadaliście sobie suchary. Wtedy, na tamtej trasie był wyjątkowo smutny, nawet Koszmar mu to mówił, że ej, chłopie. Pogadaj z nami i w ogóle. A później no… No wiesz. 

– Rozmawialiście? – spytała Nel, bo to przecież też za nią chodziło. Koszmara na razie nie miała odwagi spytać. Poza tym słyszała go przecież, czytała i oglądała jego wywiady, słuchała albumu, który nagrał rok po śmierci Rena. – Tamtego dnia? Albo wcześniej? 

Powoli pokiwała głową. 

– Zadzwonił do mnie, zanim… Zanim odpalił auto – przyznała, zaciskając rękę na butelce, ale nie rozbijając jej. – Cyborg miał dzień wcześniej urodziny, a ja dopiero co do niego wróciłam z trasy, więc pytał jak tam, co tam. Mówił mi… – przełknęła ślinę. – Że jest taki piękny księżyc. I później Koszmarowi też, jak zadzwonił z trasy, o tym księżycu, że taki niesamowity księżyc, i że to wszystko przez niego, przez księżyc, znaczy się…. 

Przetarła twarz dłońmi. Odgarnęła z czoła zafarbowane na zielono kosmyki włosów,  

– Sorry. Dawno nikt o to nie pytał. Inaczej się o tym pamięta, a inaczej… 

– Mówi – mruknęła Nel, przymykając oczy. Znów zerknęła w telefon. – Mój spóźnialski uber chyba zaraz będzie. Podrzucić cię na twoje osiedle? – zaproponowała. 

– Mogłabyś…? Czy wolisz wbić do mnie na późną kawę? Albo wczesną? Zależy jak patrzeć. 

– Tak – odparła Nel, z wdzięcznością. – Chyba bym wpadła.

***

Zaczęła rozbierać Pityę jeszcze w przedpokoju. Przeleciała ją na tapczanie w salonie, w pierwszych promieniach jesiennego słońca wpadającego przez opuszczone rolety. Pitya miała małe piersi z kolczykami w sutkach, wąskie biodra i szczupłe, zręczne palce, jak przystało na pianistkę. Było im dobrze. Całowały się, gryzły się po rękach. Zasnęły na tapczanie, pod narzutą i obudziły się dopiero przed południem. Nel uświadomiła sobie dużo później, że chciała ją dotykać od momentu, gdy zobaczyła nagranie z koncertu otwierającego trasę koncertową po Europie. Pierwszą trasę koncertową Pityi; ostatnią trasę koncertową Rena. 

Oglądały tamten koncert z koleżanką z poprzedniego projektu muzycznego, drag queen imieniem Adeline. To były jeszcze czasy Nixie, końcówka ich czasów, tak naprawdę. Próbowały wprosić się jako support, ale nie miały szczęścia. Pula biletów na stadion była ograniczona, pozostało im sfrustrowane oglądanie streamingu.

– Przeleciałabym ją – powiedziała Nel, wskazując na drobną, zielonowłosą i wytatuowaną keyboardzistkę. 

– Przeleciałabym tego typa – Adeline wskazała Koszmara przy mikrofonie.

– Ma gębę zbója. Jeszcze z tymi bliznami… 

– I głos anioła. Takich lubię. 

– Ma też babę i dziecko – spostrzegła Nel. – Przynajmniej z tego, co się o nim mówi. 

Adelina wygłosiła standardową formułkę o przesuwaniu szaf i odczepianiu wagoników. Oberwała poduszką, trochę niecelnie, bo Nel wciąż nie mogła oderwać wzroku od Pityi. Patrzyła z tęsknotą na tłumy, na oświetloną scenę i tak bardzo chciała być tam z nimi, śpiewać wraz z Koszmarem i Renem, kołysać się do melodii wygrywanej przez Anu i Pityę, czuć, jak jej serce bije w rytm uderzeń bębnów. 

Cóż, przynajmniej mogła sobie wykreślić ten punkt z listy “rzeczy do zrobienia przed śmiercią”, skoro na wspólne granie z Renem się nie załapała. 

Minęło trochę czasu, aż ona i Pitya dobudziły się, poszły pod prysznic, przespały się ze sobą raz jeszcze i doprowadziły się do stanu używalności. W jasne, wrześniowe przedpołudnie, piła kawę na zarośniętym kwieciem wszelakim balkonie i patrzyła, jak wspinające się coraz wyżej słońce prześwieca przez liście. Pitya krzątała się, przycinając listki i gałązki roślinom. Nie kłamała, opowiadając o dżungli Cyborga. Kwiaty doniczkowe zajmowały cały balkon, parapet, półki i kwietniki w salonie, torowały sobie drogę do przedpokoju, zasłaniały okno w sypialni. 

Mieszkanie Cyborga w niczym nie przypominało nowoczesnego apartamentu na osiedlu gwiazd. Żadnych nieprzepuszczających światła rolet, designerskich mebli i płaskich ekranów. Bardziej kojarzyło się Nel z dzieciństwem: z balkonem, na którym przesadzali z ojcem kwiaty, kanapą do oglądania bajek, sypialnią do płakania w poduszkę lub spoglądania tęsknie za okno. Nad niewielkim placem w dole rzeczywiście fruwały jeżyki, pikowały na ściany budynków, by wznieść się w ostatniej chwili. Nel wyobrażała sobie, że przed zapadnięciem zmierzchu jest ich tu jeszcze więcej. Stąd przecież wzięły się Swifts, z opowieści Pityi i wspomnień Koszmara i Anu. 

Wtedy zadzwonił telefon. Nel zmarszczyła brwi na widok numeru, bo z Adeline już od dawna do siebie nie dzwoniły. Pisały długie, żenująco poetyckie maile, bo – jak twierdziła Ade, w ten sposób mogły udawać, że są dobrze wychowanymi dziewczętami, a nie zdzirami, jak na żywo. W korespondencji mogły sobie pozwolić na delikatność i sentymentalizm, odgrywać role, korzystały więc do upojenia. Również za pośrednictwem maila, Nel powiadomiła przyjaciółkę o nowym etapie w karierze. Tym razem, z jakiegoś powodu, Adeline wybrała jednak bezpośredniość.   

– Co się odpierdala? –  spytała rzeczowo. – Jaki wielki powrót, jaki album? Jak już musisz się chwalić światu swoją miłością do generatywnego gówna, to może przynajmniej mnie w to nie mieszaj.

– C-co? –  zdołała wykrztusić Nel. Pitya wycofała się ze swoim kubkiem w głąb mieszkania. – Nic nie wiem o żadnym albumie, o co ci chodzi?

Ade odetchnęła, trudno powiedzieć, czy z ulgą, czy ze współczuciem. 

– A. Czyli ty nic nie wiesz – mruknęła, wyraźnie speszona. – O jasny szlag. Wejdź sobie na swoje socialki, poczytaj – poradziła.

Nel szarpnęła nawijany na palce kosmyk włosów tak mocno, że prawie go wyrwała. Syknęła cicho.

– Boję się – wyznała, bo to przecież była Ade, wiedziała o niej prawie wszystko, a jeszcze więcej się domyślała. – Boję się patrzeć, co znowu. Boję się czytać i sprawdzać… 

– No słusznie się boisz – odparła z przekąsem Adeline. – “Nowa wokalistka Sunny Square chwali się planowanym albumem do tej pory zawieszonego projektu, Nixie” – przeczytała, a Nel nagle poczuła, że na jednym pasemku włosów się nie skończy. – Plus perfidnie wygenerowana okładka albumu i zachwyty nad tym, ile pracy w to włożyłyśmy. W coś ty się władowała, mała? 

– Nienawidzą mnie. I nie chcą. Tylko tyle, nic więcej. 

– I co, i to wystarczy? – zdziwiła się Ade. 

– A jak ci się wydaje? 

– Słuchaj, laska. Wiesz, jak nie lubię takiego gówna, pamiętasz, jak sobie obiecałyśmy po zawieszeniu Nixie na kołku, że nigdy w to nie zabrniemy? Naprawdę przez moment myślałam, że… 

– Przez moment im uwierzyłaś – powiedziała cicho Nel, i już nie wiedziała, co było gorsze. Kampania oszczerstw, czy to, że działała, nawet na bliskich. Ciekawe, czy ojciec by uwierzył, gdyby usłyszał… 

– Hej, mała – odezwała się miękko Ade. – Nie łam się. Wystarczyło cię usłyszeć, żeby wiedzieć, że nie masz z tym nic wspólnego. Lata walczyłaś o to, żeby być w tym miejscu, w którym jesteś. Zasługujesz na nie. Widziałam wasze streamy, tak jak pisałam ci w mailu, jesteście absolutnie zajebiści, uwielbiam was słuchać przy szyciu, robicie mi rzeczy z głową. Nawet bardziej z twoim wokalem niż tamtego typa, na punkcie którego miałaś obsesję. Posłuchaj: ja teraz zabiorę głos, zrobię tam inbę, jakiej świat nie widział, nikt nas nie będzie mieszał z błotem. Nixie nie zajmuje się AI gównem, zadarli z niewłaściwymi artystkami. A ty pozmieniaj swoje hasła i pogadaj z managerami i z zespołem. Pewnie już zauważyli, że dzieją się wokół was dziwne rzeczy, ale lepiej, żebyście mówili jednym głosem.

Podziękowała za rady, bo co miała zrobić. Adeline od pożegnania z Nixie utrzymywała raczej niski profil działalności, głównie dragowe rewie i bale, przyjęła jednak w życiu swoją dawkę hejtu, znała podstawy przetrwania. Próbowały jeszcze chwilę porozmawiać o planach i projektach, ale rozmowa się nie kleiła. Może dlatego, że przez telefon były dla siebie trochę zdzirami, i jednak lepiej pisało im się długie, melodramatyczne maile o sztuce, poezji i filozofii. A może w tych rozmowach w czasie rzeczywistym za dużo było matkowania i doradzania Ade, i małej, zagubionej Nel, która dopiero co przyjechała do nowego miasta w jednej kurtce i jednych butach, po długiej podróży autostopem. Może jednak wolała ukrywać tę nieporadną Nel za pięknymi słowami. 

– Coś się stało? – spytała Pitya, gdy zorientowała się, że rozmowa telefoniczna dobiegła końca. – Mogę ci jakoś…? 

– Masz maszynkę do golenia? – weszła jej w słowo Nel. – Taką elektryczną? 

– Wujek używał, powinna być. 

– Pomożesz mi ogolić włosy?

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

error: Content is protected !!
Przewijanie do góry